poniedziałek, 25 maja 2015

Po za światem...

Macie tak czasem, że nie rozumiecie co się wokół dzieje? Jak ten świat funkcjonuje? Nie dziwi was, że nikt nie zauważa, że kilka osób wyłamało się z tego świata? Żyją po za rzeczywistością. Nie wiem już, jak myśleć mam... Nikt nie słyszy, a ja z głębi siebie wołam.. ,,Każdy oddech boli wciąż, ściska gardło, boję się.. " Chciałabym zamknąć oczy i ujrzeć tą ciemność. Jestem tą osobą żyjącą po za światem. Żyjącą po za realizmem.. Ale dlaczego nikt tego nie dostrzega? Wychodzi na to, że nie chcą zauważyć. Wiecie, że moja maska dzienna powoli się niszczy? Schodzi z niej kolor, uśmiech się przeciera, a oczy się rozpływają. A jak trzyma się wasza maska? Słyszycie pewnie czasem, że kłamstwo prędzej czy później wychodzi. A zauważyliście, że "okey"- tego kłamstwa jeszcze nikt nie odkrył? Pomyśl i przyznaj się przed sobą ile razy chciałaś/łeś skoczyć z mostu, podciąć sobie żyły, połknąć jakieś prochy, powiesić się, zabić się... Ile razy żałowałaś/łeś, że żyjesz? Też już powoli tracicie siły? Też już nie dajecie rady? Powie mi ktoś jak mam żyć żeby było dobrze? Proszę zabij mnie fizycznie, bo psychicznie już dawno umarłam..

niedziela, 17 maja 2015

Od jednej się zaczęło

Problem... jeden... drugi .... trzeci .... jak sobie radzić? Przecież nic nie pomaga? POMOCY!! Tłumić w sobie ten żal, smutek, tęsknotę, cierpienie... Dlaczego tak jest, że, gdy ktoś potrzebuje potrzebuje pomocy zawsze ją otrzyma z naszej strony... ale to już nie działa w drugą stronę.. zrozumiałam, że w tym świecie nikogo nie obchodzą moje problemy... zostałam sama... Umiesz liczyć? Licz na siebie.!! Oddałam całe moje serce ♥ a wróciło do mnie w kawałkach.. Dlaczego? Najwyraźniej ludzie nie potrafili uszanować, że druga osoba też ma uczucia.. Mówisz że jest dobrze.Rozmawiasz, trzymasz się.. "Jakoś".Wmawiasz sobie że jest w porządku.Czujesz się tak jakby było, ale czy na pewno tak jest? Wystarczy jedna sekunda. Jedno małe wspomnienie by wewnątrz posypać się na kawałki. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty, aż kiedyś będą tak małe, że już się nigdy nie poskładają. Przychodzi moment, że wszystkie złe chwile się przypominają. Wszystkie błędy, porażki, łzy..
Wszystko co Cię niszczy. Przychodzi i nie chce odejść, a Ty masz dość. Ostre narzędzie ... jedna kreska ... druga .. sądzisz, że na tym skończysz? Niee, to nie takie proste.. Uzależniłeś się? To normalne.. Jedyna ucieczka od problemów.. A dlaczego tak naprawdę to robimy? To proste chcemy chodź na chwilę ból psychiczny na ból fizyczny.. Upadamy, a gdy chcemy wstać nie ma kogoś kto wyciągnąłby rękę w naszą stronę...

sobota, 16 maja 2015

Dlaczego???

Dlaczego tak się dzieje, że czasem już po prostu nie dajemy rady? Dlaczego kiedyś w końcu się poddajemy? Dlaczego? Myślami błądzę i odpowiedzi szukam.. Czy przyjaźń jest najważniejszą wartością w życiu człowieka? Wydaje mi się, że tak.. Tylko dlaczego są ludzie, którzy nie znają definicji słowa "przyjaźń"? Dlaczego zawsze znajdzie się ktoś kto wbije nam ten nóż w plecy? Echh.. Pocuż nam uczucia? Czy nie możemy być prostymi duszami bez uczuć? Tak by było chyba w życiu łatwiej, nie sądzicie? A co jeśli mamy przyjaciela od maluśkiego, idealna przyjaźń, bez kłótni, bez sporów.. coś pójdzie nie tak i w jednej chwili sypie się nasz cały świat.. Wyobrażacie sobie, że jest ktoś od x lat i nagle go nie ma.. Wyobrażacie sobie dalsze życie? Dalszą przyszłość? Co będzie dalej? Ja jakoś nie mogę sobie tego wszystkiego poukładać.. Nie da się przecież zapomnieć tylu lat w jeden dzień. Mówisz czas leczy rany tak? Może i leczy, ale blizny zostają na zawsze i co potem? Co dalej? Dlaczego wszystko w życiu przemija? Dlaczego nie możemy zachować czegoś na zawsze? Czemu życie jest takie okrutne i zawsze podłoży nam jakieś kłody pod nogi? Jak mamy żyć, żeby chodź raz było dobrze? Chyba nie ma przepisu na życie.. Ale dlaczego nikt nie zauważa naszych potrzeb i problemów.. Przychodzą tylko wtedy kiedy oni coś potrzebują.. a my? My już się nie liczymy, jesteśmy prostymi stworzeniami, my nie potrzebujemy przecież miłości, ciepła i bliskości.. Czy tak naprawdę uważacie? Każdy ma w sobie barierę zwaną "do momentu". A co jeśli się ją przekroczy? My ci delikatni jesteśmy najczęściej samotni? Dlaczego? To jest naszą domeną, wolimy trzymać się osobno, bo ludzie w "stadach" są słabi i boją się, że przegrają z nami. Też jesteście stabilni emocjonalnie jak szklanka wody trzymana przez staruszka z parkinsonem, tańczącego lambadę? Jak często przemywacie oczy łzami? U mnie zdarza się to aż za często. Dlaczego zawsze uciekamy się z problemami do łez? Dlaczego zawsze płaczemy cichutko, żeby nikt nie usłyszał? Dlaczego, gdy potrzebujemy pomocy, po prostu o nią nie poprosimy? Dlaczego tak komplikujemy sobie życie? Dlaczego wprost nie powiemy tego co chcielibyśmy wykrzyczeć całemu światu? Może dlatego, że nikogo to nie interesuje. Może dlatego, że boimy się, że nie zrozumieją nas choćby w najmniejszym stopniu...