czwartek, 24 grudnia 2015
Wesołych Świąt!
Kochani życzę wam zdrowych, radosnych, pełnych pogody ducha świąt. Żeby dzisiejszy dzień był magiczny. Mimo braku śniegu, żebyście poczuli, że to dziś jest ten dzień kiedy się spełniają marzenia, kiedy spotykamy się w tym ciepłym rodzinnym gronie. W nowym roku prawdziwego uśmiechu na twarzy, pełno radości, prawdziwych przyjaźni i tej jedynej miłości, zdrowia, pomyślności, spełnienia marzeń, nowych znajomości, samych dobrych ludzi na swojej drodze i utrzymania dobrego kontaktu z tymi najbliższymi :)) Wszystkiego Dobrego Aniołki! ❤
środa, 18 listopada 2015
Bezsilność.
Hej! Jak tam?
Nienawidzę mówić nikomu co u mnie, nie lubię jak ludzie mi współczują. Czuję wtedy jakbym sama nie mogła sobie poradzić ze swoimi problemami.. Całe życie radziłam sobie sama teraz też muszę..
Zrozumiałam ostatnio, że jestem jak nanoboty z Pingwinów z Madagaskaru.. Zostałam zaprogramowana do pomocy ludziom i naprawdę sprawia mi to radość.. Skoro powinnam pomagać ludziom to nie mogę ranić, bo inaczej nastąpi autodestrukcja. Żyłam według mojego zaprogramowania, pomogłam bardzo wielu ludziom. Gdy zgłaszali się po pomoc, nigdy nie odmawiałam, nawet jeśli za kimś nie przepadałam.. Eh, ale osoba, która liczyła na mnie najbardziej, osoba, której strasznie na mnie zależało i której zależało na moim szczęściu, zawiodłam na całej lini. Zraniłam. A tak bardzo kocham tą osobę. Zawsze była w moim sercu i będzie na zawsze.
Ale jak złamałam własny regulamin to nie powinno mnie tu być. I nie byłoby mnie tutaj.
To miał być ostatni dzień ostatnia godzina, minuta, sekunda, chwila.. I co? Dlaczego dalej tu jestem? W ostatniej chwili zatamowałam rzekę krwi sływającą po nadgarstku.. Co mnie tknęło? Nie wiem. Strach? Myśl o nim? Myśl o innych? O babci? O cioci? Nie wiem. Żałuję, że chwyciłam ten sznurek i zatamowałam krwotok..
Żałuję, bo przez to co zrobiłam, nie mam prawa być tutaj.. Ale to nie chodzi już o to czy mogę czy nie, tylko o to, że ja już nie daję rady.. Depresja jest coraz bardziej przytłaczająca.. za długo już wytrzymałam i nie mam więcej sił. I co i nagle rodzice zaczęli się interesować.. Z litości? Nie nawidzę tego! Nagle chcą rozmawiać, nagle mnie 'kochają' i się martwią.. jasne, a gdzie byli przez całe życie, gdy ich potrzebowałam? Mam wybaczyć im 15 lat życia w kłamstwie, cierpieniu i udręce? Nie potrafię im zaufać. Wszystko mnie przytłacza.. jak się sypie to większość. Mam dość! Dość codziennie rano wstawać i udawać, że jest w porządku, w szkole widywać tych fałszywych ludzi, którzy tylko czekają, aż im coś powiesz, żeby mogli wbić ci nóż w plecy.. Ludzie to zwyczajne potwory..
Nienawidzę mówić nikomu co u mnie, nie lubię jak ludzie mi współczują. Czuję wtedy jakbym sama nie mogła sobie poradzić ze swoimi problemami.. Całe życie radziłam sobie sama teraz też muszę..
Zrozumiałam ostatnio, że jestem jak nanoboty z Pingwinów z Madagaskaru.. Zostałam zaprogramowana do pomocy ludziom i naprawdę sprawia mi to radość.. Skoro powinnam pomagać ludziom to nie mogę ranić, bo inaczej nastąpi autodestrukcja. Żyłam według mojego zaprogramowania, pomogłam bardzo wielu ludziom. Gdy zgłaszali się po pomoc, nigdy nie odmawiałam, nawet jeśli za kimś nie przepadałam.. Eh, ale osoba, która liczyła na mnie najbardziej, osoba, której strasznie na mnie zależało i której zależało na moim szczęściu, zawiodłam na całej lini. Zraniłam. A tak bardzo kocham tą osobę. Zawsze była w moim sercu i będzie na zawsze.
"Trudno zapomnieć o kimś, kto dał tak wiele do zapamiętania."
Ale jak złamałam własny regulamin to nie powinno mnie tu być. I nie byłoby mnie tutaj.
To miał być ostatni dzień ostatnia godzina, minuta, sekunda, chwila.. I co? Dlaczego dalej tu jestem? W ostatniej chwili zatamowałam rzekę krwi sływającą po nadgarstku.. Co mnie tknęło? Nie wiem. Strach? Myśl o nim? Myśl o innych? O babci? O cioci? Nie wiem. Żałuję, że chwyciłam ten sznurek i zatamowałam krwotok..
Żałuję, bo przez to co zrobiłam, nie mam prawa być tutaj.. Ale to nie chodzi już o to czy mogę czy nie, tylko o to, że ja już nie daję rady.. Depresja jest coraz bardziej przytłaczająca.. za długo już wytrzymałam i nie mam więcej sił. I co i nagle rodzice zaczęli się interesować.. Z litości? Nie nawidzę tego! Nagle chcą rozmawiać, nagle mnie 'kochają' i się martwią.. jasne, a gdzie byli przez całe życie, gdy ich potrzebowałam? Mam wybaczyć im 15 lat życia w kłamstwie, cierpieniu i udręce? Nie potrafię im zaufać. Wszystko mnie przytłacza.. jak się sypie to większość. Mam dość! Dość codziennie rano wstawać i udawać, że jest w porządku, w szkole widywać tych fałszywych ludzi, którzy tylko czekają, aż im coś powiesz, żeby mogli wbić ci nóż w plecy.. Ludzie to zwyczajne potwory..
poniedziałek, 9 listopada 2015
Moje natchnienie :))
No hej!
Wiecie czasem mam przyjemność rozmawiać z pewną osobą, bo to w sumie między innymi dzięki niej mam pomysły o czym mam tutaj wam pisać. Jest takim moim natchnieniem :)) Kiedyś za sobą nie przepadałyśmy, a teraz mamy naprawdę świetny kontakt. Bardzo się lubimy, bynajmniej ja ją. ;D Ale do rzeczy.. na pewno nie raz ktoś zachowywał się nie w porządku do Ciebie, ale wina i tak była po twojej stronie ;) Troszeczkę bez sensu, ale niestety taka rzeczywistość. Mnie poruszył konkretny przypadek, a mianowicie dwie przyjaciółki. Osoby, które kiedyś były nierozłączne.. a teraz? Teraz to zupełnie dwie inne osoby.. Udawać, że nie znamy siebie nawzajem? Nie wydaje mi się, żeby to było najlepsze wyjście, ale skoro już wybieram taką opcję.. to już podejmuję decyzję na stałe. Zostawić przyjaciółkę, a później próbować coś naprawić nie do końca się starając. Nie wydaje mi się, żeby było w porządku, jakbym umówiła się ze swoją byłą przyjaciółką na mecz, a w końcowym efekcie pójść z kimś innym.. Kurcze nie fajnie by było jakby ktoś tak się zachował w stosunku do nas. Nie sądzicie?
Jestem z tych osób, które nie lubią jak ktoś cierpi, a w szczególności jak ktoś płacze.. Ciężko wtedy na serduszku, gdy ktoś cierpi, ale nie da się pomóc wszystkim.. Taka mała rada dla wszystkich: uważajcie na swoich przyjaciół.. Nie chodzi o to, żeby zepsóć wam przyjaźnie, ale po prostu ostrzegam. Ja też kiedyś myślałam, że mam przyjaciółki, bo były od małego, ale czas jednak pokazał jak jest naprawdę.. Co raz częściej słyszę od innych, że zawiedli się na najbliższych.. dlatego uważajcie! ;))
Wiecie czasem mam przyjemność rozmawiać z pewną osobą, bo to w sumie między innymi dzięki niej mam pomysły o czym mam tutaj wam pisać. Jest takim moim natchnieniem :)) Kiedyś za sobą nie przepadałyśmy, a teraz mamy naprawdę świetny kontakt. Bardzo się lubimy, bynajmniej ja ją. ;D Ale do rzeczy.. na pewno nie raz ktoś zachowywał się nie w porządku do Ciebie, ale wina i tak była po twojej stronie ;) Troszeczkę bez sensu, ale niestety taka rzeczywistość. Mnie poruszył konkretny przypadek, a mianowicie dwie przyjaciółki. Osoby, które kiedyś były nierozłączne.. a teraz? Teraz to zupełnie dwie inne osoby.. Udawać, że nie znamy siebie nawzajem? Nie wydaje mi się, żeby to było najlepsze wyjście, ale skoro już wybieram taką opcję.. to już podejmuję decyzję na stałe. Zostawić przyjaciółkę, a później próbować coś naprawić nie do końca się starając. Nie wydaje mi się, żeby było w porządku, jakbym umówiła się ze swoją byłą przyjaciółką na mecz, a w końcowym efekcie pójść z kimś innym.. Kurcze nie fajnie by było jakby ktoś tak się zachował w stosunku do nas. Nie sądzicie?
Jestem z tych osób, które nie lubią jak ktoś cierpi, a w szczególności jak ktoś płacze.. Ciężko wtedy na serduszku, gdy ktoś cierpi, ale nie da się pomóc wszystkim.. Taka mała rada dla wszystkich: uważajcie na swoich przyjaciół.. Nie chodzi o to, żeby zepsóć wam przyjaźnie, ale po prostu ostrzegam. Ja też kiedyś myślałam, że mam przyjaciółki, bo były od małego, ale czas jednak pokazał jak jest naprawdę.. Co raz częściej słyszę od innych, że zawiedli się na najbliższych.. dlatego uważajcie! ;))
czwartek, 29 października 2015
Halloween masz na codzień!
Chyba wszyscy czekają na ten ostatni dzień października. Halloween jest tak powszechny w tych czasach, że coraz więcej dzieci, a nawet młodzieży przebiera się za takiego przykładowo zombie. Sprawia to radość młodym, bo dostaną mnóstwo cukierków, a przy okazji kogoś postraszą. Jest to fajna zabawa, bo jest raz w roku zapisana w kalendarzu i raz w roku się to święto obchodzi. Ale gdyby się tak bardziej w tym zagłębić to halloween mamy na codzień. Nie wszyscy to zauważają, ale są osoby, które to dostrzegły. 31-ego października ludzie się przebierają, ale to w drodze wyjątku, bo każdego dnia spotykamy się z potworami. Tak zwanymi ludźmi. Nie wierzysz? To spójrz na to z innej strony, są mordercy, gwałciciele, kłamcy...itd. to przecież też potwory! Dalej sobie tego nie wyobrażasz? Na pewno każdy z was oglądał bajkę "Scooby Doo". I właśnie on uczy nas, że prawdziwymi potworami są ludzie. Dlatego nie zachwycaj się tak Halloween'em, bo po pierwsze to nie jest nasze święto, a po drugie mamy je na codzień w najbliższym otoczeniu.. :))
niedziela, 18 października 2015
Oczekując na niemożliwe..
Jak tam samopoczucie?
U mnie dość nie fajnie.. W urodziny powinnam się cieszyć i bawić, a ja siedzę jakby był zwykły szary dzień i chyba tak go mogę dziś określić. Nie jestem z tych, którzy czekają na prezenty i życzenia, ale doceniam pamięć ludzi, którzy nie zapomnieli. Zależało mi na pamięci tylko jednej osoby, wiem że to nie możliwe, ale siedzę z nadzieją, że jednak się odezwie. Wiem sama sobie psuję dzień,.ale nie potrafię cieszyć się.. Ale z resztą tu nie chodzi o mnie. Dlaczego ludzie, których tak bardzo kochamy, odchodzą? Czasem z naszej winy, ale zdarza się, że to im coś jednak nie pasuje. Mimo, że sami teęsknią, nie odezwą się.. Boli, ale idziemy przez świat z uśmiechem, żeby tylko nikt się nie dowiedział. Z pozdrowieniami dla tej osoby, która właśnie o mnie zapomina :))
U mnie dość nie fajnie.. W urodziny powinnam się cieszyć i bawić, a ja siedzę jakby był zwykły szary dzień i chyba tak go mogę dziś określić. Nie jestem z tych, którzy czekają na prezenty i życzenia, ale doceniam pamięć ludzi, którzy nie zapomnieli. Zależało mi na pamięci tylko jednej osoby, wiem że to nie możliwe, ale siedzę z nadzieją, że jednak się odezwie. Wiem sama sobie psuję dzień,.ale nie potrafię cieszyć się.. Ale z resztą tu nie chodzi o mnie. Dlaczego ludzie, których tak bardzo kochamy, odchodzą? Czasem z naszej winy, ale zdarza się, że to im coś jednak nie pasuje. Mimo, że sami teęsknią, nie odezwą się.. Boli, ale idziemy przez świat z uśmiechem, żeby tylko nikt się nie dowiedział. Z pozdrowieniami dla tej osoby, która właśnie o mnie zapomina :))
wtorek, 13 października 2015
,,Podaj dalej"
Zauważyliście, że świat żyje w nienawiści? Każdy komuś czegoś zazdrości, żałuje.. Po co? Przecież każdy ma swoje życie. Pomoc w tych czasach jest mało spotykana, a szkoda. Bo poprzez drobny uczynek sprawimy, że na czyjejś twarzy pojawi się uśmiech. Wtedy odnosimy zwycięstwo, ale większość teraz widzi czubek własnego nosa. Chcesz zmienić świat? Nie dziekuj, 'podaj dalej'. Poprzez zwykłą zabawę możemy zmienić ludzi, świat, siebie.. Zagrajmy w grę! Niech to będzie zabawa. Bezinteresowna pomoc trzem osobom, żeby zrozumieć schemat trzeba posłuchać Trewora, który wyjaśnia to w adaptacji filmu. 😉Chłopiec poprzez swoje zaangażowanie pokazuje, aby nie skreślać od razu kogoś, bo nam 'nie wyszło'. Zacznij od obejrzenia filmu "Podaj dalej" (2000r). Jest to na prawdę świetny materiał ukazujący, to że nawet 11-sto latek może coś zmienić na lepsze. Wiele ludzi poruszył przez zwykłą pracę domową. Mimo tylu lat ile mamy zmieńmy coś na lepsze, bo przecież możemy, wystarczy chcieć. Podziwiam reżysera, który w jednym filmie pokazał wszystkie niedoskonałości świata. Jest to inny post niż zwykle, ale gdy obejrzysz ten film i 'podasz dalej' zrozumiesz co miałam na mysli pisząc ten post. ☺
niedziela, 11 października 2015
Trudność w 'kocham cie'..
Każdy z nas ma czasem takie dni, w których najchętniej by się zamknęli w swoim pokoju i nie chcieli nikogo widzieć. Tylko, że na naszej drodze w tych planach stoją rodzice, którzy bez przerwy zwracają nas czymś dupę (że, tak brzydko się wyraze). Każą zjeść obiad, pomóc w czymś, pójść do sklepu, a najgorsze trzeba iść do szkoły i to nie jest troską z ich strony, to ich zasrany obowiązek. Troską byłoby to, gdyby spytali co u nas, czy wszystko w porządku, jakby nas po prostu przytulili i powiedzieli "nie martw sie masz mnie". A w tej sytuacji, gdy każą nam robić milion podstawowych rzeczy, kiedy nam sprawia trudność zwykła rozmowa.. jesteśmy bezsilni, bo skoro nie pytają co u nas to znaczy, że ich to nie interesuje i wtedy tłumimy to wszystko w sobie.. A dorośli są tak ślepi, ze nie zauważą że coś jest nie tak.. oni myślą, że skoro my im nic wprost nie powiemy to wszystko jest ok.. A w rzeczywistości nie jednego z nas roznosi od środka. Czy to jest takie trudne żeby spytać co u nas słychać? Ale z resztą już nie chodzi o to, bo skoro do tej pory radzilismy sobie sami.. teraz też damy radę. Rodzice pamiętają o tym, żeby przypomnieć o tym co mamy zrobić, co posprzątać, co podać.. ale zapominają o prostych słowach: "dziekuje", "przepraszam", ale najważniejsze jest "kocham cię", a o tym najczęściej zapominają i to jest przykre.. No cóż mają 'ważniejsze' sprawy.. Każdy przeżywa swój horror życiowy. Jednych rodZice nie kochają, drugich rodzice się rozwiedli, innych ojciec czy matka bije.. Dorośli, gdy już nie są dziećmi stali się jak zimne roboty bez uczuć.. Martwi mnie fakt, ze rodzice nie okazują już swoim dzieciom uczuć.. myślą, ze skoro już mamy naście lat to nie chcemy tego, bo siara. Nie prawda na uczucia nigdy nie jest za późno. Dorośli z wyobraźnią tracą chyba mózg.. dlatego lepiej nie spieszyć się z dojrzewaniem, zostanmy dziećmi, bo dzieci mają uczucia..
czwartek, 1 października 2015
Miłość czy raczej sentyment? 😊
Hej jak tam się trzymacie?
Zastanawiałam się ostatnio czy kocha się tylko jedną osobę.. Niby z jednej strony podoba się nam ktoś, szlejemy za nią/nim, ciągle myślimy o tej osobie, myślimy, że tym razem to będzie to, że tym razem się uda. Po czym spotykamy kogoś nowego i całkiem zapominamy już o tej "ważnej" osobie, o której ciągle myśleliśmy do tej pory.. W głowie wracamy najpierw do jednej osoby, a pozniej do drugiej i zastanawiamy się czy to co było wcześniej ma w ogóle jakiś sens, przecież pojawił się ktoś nowy moim życiu.. Ale z drugiej strony nie da się zapomnieć tak łatwo.. Miłość? Nie wydaje mi się, raczej sentyment do pewnych osób.. Co poradzić? Hmm.. może po prostu dać sobie spokój lub nie udawać, że to miłość i zaprzyjaznic się 😊 Każdy raczej indywidualnie myśli, ale nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek pomysł "na dwa fronty" był dobry. Kocha się raz i już na zawsze, nie ważne ile byśmy mieli później partnerów/ partnerek i tak przez całe życie będziemy pamiętać, że był ktoś tak ważny w naszym życiu..
Zastanawiałam się ostatnio czy kocha się tylko jedną osobę.. Niby z jednej strony podoba się nam ktoś, szlejemy za nią/nim, ciągle myślimy o tej osobie, myślimy, że tym razem to będzie to, że tym razem się uda. Po czym spotykamy kogoś nowego i całkiem zapominamy już o tej "ważnej" osobie, o której ciągle myśleliśmy do tej pory.. W głowie wracamy najpierw do jednej osoby, a pozniej do drugiej i zastanawiamy się czy to co było wcześniej ma w ogóle jakiś sens, przecież pojawił się ktoś nowy moim życiu.. Ale z drugiej strony nie da się zapomnieć tak łatwo.. Miłość? Nie wydaje mi się, raczej sentyment do pewnych osób.. Co poradzić? Hmm.. może po prostu dać sobie spokój lub nie udawać, że to miłość i zaprzyjaznic się 😊 Każdy raczej indywidualnie myśli, ale nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek pomysł "na dwa fronty" był dobry. Kocha się raz i już na zawsze, nie ważne ile byśmy mieli później partnerów/ partnerek i tak przez całe życie będziemy pamiętać, że był ktoś tak ważny w naszym życiu..
sobota, 19 września 2015
Po co to?
W ostatnim czasie zauważyłam zmiany w pewnych osobach.. Nie wiem czy to
przez okres gimnazjum czy przez nieodpowiednie towarzystwo.. Wydaje mi
się, że te osoby zeszły na złą drogę przez jakieś wydarzenie, które
posypało ich cały świat. Mogę się tylko domyślać o co może chodzić, ale
wiem jedno.. takie osoby potrzebują pomocy!! Nie chcę tu nikogo dołować,
ale takie jest życie nie należy się załamywać tylko dlatego, że coś
poszło nie tak jak byśmy tego chcieli. Rozwiązaniem problemu
nie jest alkohol, papierosy, jedzenie czy żyletka. NIE! Nie wolno się
niszczyć.. jesteśmy jeszcze młodzi i popełniamy wiele błędów, ale nigdy
nie można sięgać po takie środki! W przyszłości się zastanowimy i
stwierdzimy, że było nam to w ogóle nie potrzebne, że można było sobie
poradzić z tym inaczej. Co zrobisz, gdy w przyszłości dziecko spojrzy na
twoją rękę i zapyta skąd te blizny? Rozpłaczesz się i wszystko wróci?
Nie wolno się poddawać! Życie daje nam niezłe ciosy, ale mimo wszystko
musimy wytrzymać ten czas w bólu.. Wiem, że każdego wieczoru kiedy masz
iść spać, płaczesz w poduszkę, bo wszystko wraca.. Zastanawiasz się jak
wytrzymasz następny dzień.. jak zniesiesz towarzystwo tych wszystkich
osób w szkole.. gdy wrócisz do domu i nie będziesz wiedzieć co ze sobą
zrobić, a myśli dalej będą w głowie.. Nie oszukujmy nie da się zapomnieć
niektórych rzeczy w jeden dzień, ale to nie znaczy, że trzeba sięgać po
te najgorsze rozwiązania. Pomyśl co ci da to, że się napijesz?
zapalisz? najesz? potniesz? Przecież to tylko chwilowa odskocznia od
problemów.. a konsekwencje zostają na całe życie. Po alkoholu - wątroba
zniszczona już do końca życia, papierosy - kaszel, płuca zniszczone,
jedzenie - cukrzyca, otyłość itp. żyletka? hmm.. blizny na całe życie i
już zawsze, gdy spojrzysz na te rany będą ci się przypominać te
najgorsze chwile. I co warto? Nie wydaje mi się.. w wieku dojrzewania
powinniśmy zastanawiać się z kim mamy wyjść na dwór, czy lekcje są
odrobiona, co na obiad, a nie czy tej nocy zasnę czy może zabiję się lub
następnego dnia czy czasem nie zapiszą mnie do psychologa.. Każdy w
życiu ma ten moment kiedy zastanawia się czy warto dalej żyć.. Warto, bo
kiedy coś się kończy zaczyna się coś piękniejszego. Skoro kogoś już nie
ma najwyraźniej tak miało być ;)) Nie martw się będzie ktoś lepszy,
ktoś kto będzie już zawsze, a bynajmniej pokaże, że jest właśnie dla
Ciebie. Bo skoro ktoś ci czegoś zabrania to znaczy, że cię ogranicza i
jest ciężarem.. Jasne, że się będzie martwić i zastanawiać się czy
czasem nie zejdziesz na złą drogę, ale nigdy cię nie ograniczy i da ci
wolną rękę. Skoro da ci do zrozumienia, że cię puszcza wolno to znaczy,
że na prawdę tej osobie zależy na Tobie. Najważniejsze, żeby tego nie
spieprzyć!
czwartek, 10 września 2015
Białe Anioły..
Zastanawiam się czy ludzie rodzą się tacy źli czy zmieniają się przez otoczenie. Przecież każdy rodzi się z czystym sumieniem, każdy ma taką czystą kartę, którą później zapisuje. Tylko dlaczego tak szybko zapełniamy te puste miejsce? Jako czyste tablice powinniśmy dawać przykład, a nie robić wyścigi kto pierwszy ją zapełni.. Dlaczego ludzie w stosunku do siebie są tacy okrutni? Macie na myśli zabijanie? Znęcanie się nad kimś? Nie, nie o to chodzi mi w tym momencie. Ja mam na myśli brak szacunku do drugiej osoby. Po co się nawzajem wyzywamy? Hejtujemy, a później nawet nie mamy odwagi się przyznać, że to my, bo oczywiście tylko hejty z anonima wchodzą w grę.. Echh... Przecież możemy się nawzajem szanować i pomagać ;) Ale po co.. lepiej pobawić się kosztem czyiś uczuć.. zostańmy tymi aniołami o czystych kartach, tak będzie nam się łatwiej żyło. Co nam da satysfakcja, że wbijemy komuś nóż w plecy. Tylko go zranimy, ale pamiętajcie karma zawsze wraca, ale z podwójną siłą, więc zastanówmy się co robimy..
poniedziałek, 7 września 2015
Pasja czy uzależnienie?
Dużo ostatnio myślałam nad swoim życiem i zastanawiałam się po co ja tak na prawdę jestem na tym świecie? Bo przecież każdy ma jakiś cel w życiu, do którego ma dążyć. Szukałam mojego wyzwania, ale nie znalazłam... może jest za wcześnie i jeszcze przyjdzie na mnie czas, bo jak na razie czuję się nie potrzebna na tej planecie. Każdego dnia martwię się czy na pewno znajdę swój cel bo skoro nie to po co mam żyć dalej bez żadnej podstawy życiowej? Może nie powinnam szukać tego co mam w życiu robić i poczekać aż to samo przyjdzie.. Znam bardzo wiele osób, które już znalazły swój cel. Mam znajomą ze szkoły, która wie co lubi robić i jest w tym na prawdę bardzo dobra, wręcz nawet świetna. Mogłabym ją wymienić tu z nazwiska, ale nie chciałabym, naruszać praw autorskich, myślę że nie obraziłaby się ale nie ryzykuję. Podziwiam ją jest zacięta w swoim postępowaniu, poświęca swój wolny czas na treningi, na to co kocha. Tańczy na światowych turniajach. Zdobywa puchary, medale. Swoje osiągnięcia mogłaby wymieniać i wymieniać jest po prostu super i wie co chce robić. Jest dosłownie kilka osób które podziwiam i jest to również osoba, którą znam od roku, ale zaimponowała mi swoją miłością do piłki, grała wraz z moją siostrą. Obie są świetne w tym co robią, ale tą 'panią' podziwiam właśnie za tą grę ^^ Za to że mimo różnych zajęć, pojawia się bardzo często na orliku po to, żeby spełniać się w tym co chce robić. Trzecią osobą, której też zazdroszczę jest moja siostra, która również wie już co chce robić. Ciągnie ją do wojska, a wolne chwile też spędza na brudzeniu trampek od piłki. Nie wiem jak one to robią, ale są po prostu zdeterminowane i wiedzą czego chcą. Jest też.. osoba, raczej mój przyjaciel, który swoją pasję dzieli z ludźmi od małego. Innym może się wydawać, że to śmieszne, ale on na prawdę to kocha. Wstaje wcześnie rano i pracuje do późna. Chodź to nie praca tylko relaks, gdy robi się coś co się kocha. Potrafi nawet wstać o 5 rano i jeszcze przed szkołą pojechać do lasu. Jego zajęcia to tylko pole i las ;D Jeżeli robi się takie rzeczy to jest taka odskocznia od problemów... a ja? Ja nie wiem co chcę robić, nie wiem w czym jestem dobra, nie wiem.. i może dlatego że nie mam zajęcia myślę za dużo.. Pozazdrościć ludziom, którzy odnaleźli swój cel w życiu, ale nie chciałabym być na ich miejscu, bo każdy musi wspiąć się sam na swoją górę, a potem z satysfakcją, że zdobył szczyt powoli będzie mógł zejść na dół.. Myślę, że na każdego przyjdzie odpowiednia pora, tylko potrzeba czasu..
niedziela, 19 lipca 2015
Mały bohater :))
Czas kiedy był dla mnie najtrudniejszym okresem w moim życiu, kiedy już nie dawałam rady, kiedy na wszystko brakowało mi sił, myślałam, że straciłam już wszystko. Chciałam z tym wszystkim skończyć. Znienawidziłam siebie, znienawidziłam swój charakter, swój wygląd i całą resztę. Brzydziłam się sobą. Miałam ochotę zrobić ze sobą wszystko co najgorsze, po prostu chciałam cierpieć tak jak inni cierpieli przeze mnie. Dni mijały, a ze mną co raz gorzej. Krzywdziłam wszystkich dookoła i nie wiedziałam co mam zrobić, aby przestać. Miłość to jednak bolesna sprawa. Dzień kiedy czułam, że to już ten czas, ten moment, aby ze sobą skończyć okazał się inny niż myślałam. Byłam tego dnia strasznie przygnębiona, chodziłam z kąta w kąt zapłakana, aż z bezsilności obrałam sobie cel tamtejszego dnia. Idąc do przyjaciela, aby zwrócić mu bluzę, którą pożyczył mi poprzedniego dnia, dużo myślałam. Nie zwracałam uwagi na otoczenie w tamtym momencie, nie obchodziło mnie czy ktoś się na mnie patrzy czy nie. Szłam na 'skróty' wchodząc w uliczkę praktycznie bez samochodów przechodziłam obok podwórka, na którym był piękny duży pies, którym się zawsze zachwycałam przechodząc tamtędy. Zdziwiło mnie jednak to co zobaczyłam na końcu tej uliczki. Ujrzałam chłopca stojącego na bramie od podwórka. Miał około 4-5 lat. Mimo tak młodego wieku ten mały, a za razem duży człowiek nauczył mnie więcej niż kiedykolwiek ktoś dorosły. Gdy ja szłam zapłakana, on jednym prostym gestem uświadomił mi coś bardzo ważnego. Chłopiec uśmiechał się szeroko, miał bardzo piękny uśmiech, przy czym pokazał mi wysunięty kciuk do góry, co miało oznaczać 'będzie dobrze'. Wtedy automatycznie kąciki ust uniosły mi się do góry, a łza zakręciła się w oku. To nie była łza smutku, a radości.. Zrozumiałam wtedy, że nie ważne, że cały świat nam się sypie, ważne, aby uśmiech pozostawał na naszej twarzy, a iskierka nadziei w sercu. W tym dniu mimo mnóstwa problemów i zmartwień szłam przed siebie z uśmiechem na twarzy. Ten mały chłopiec został moim bohaterem i mam nadzieję, że na zawsze zachowam go w sercu. :))
piątek, 3 lipca 2015
Nowe znajomości? Czemuż by nie :))
Witam Aniołki ^,-
Dawno nic nie publikowałam, przepraszam, mało czasu ;)
Wiecie okres dojrzewania jest tak dziwny, że w tym czasie może zdarzyć się wszystko. Myśleliście kiedyś o tym jakby życie wyglądało, gdybyście byli 'bi' lub 'homo' ??
Ja ostatnio się zastanawiałam nad tym jaka miłość homoseksualna jest silna. Potrafią przetrwać wszystko. W sumie to jak sobie myślę o osobach pojawiających się w moim życiu, to nie żałuję.. niczego nie żałuję. Każdy z nich wniósł coś do mojego życia. Z resztą nie żałuję żadnej znajomości, bo jak to mówią każdy nas czegoś uczy ;)) Cieszmy się każdą chwilą, bo przecież wiecznie nie będziemy żyć ^.^ Poznawajmy nowych ludzi, bo to może ktoś poznany przypadkiem, będzie tą jedyną osobą i będzie już na zawsze.. Może to właśnie ta osoba sprawi, że będziemy najszczęśliwszymi osobami na świecie.. Co rozumiecie poprzez 'zaufanie'? Ja to rozumiem tak: poznajemy kogoś, zbliżamy się do tej osoby, stajemy się jednością .. i co? i powierzamy jej nasze zaufanie.. a co ona z nim robi? Olewa to nie zważając na nasze uczucia.. Taka jest niestety prawda. Ale dziś nie chcę wam mówić o smutku ;) Dziś zachęcam was do poznawania jak największej liczby osób.. Tylko nie ufajcie za szybko ;)) Pamiętajcie zaufanie to najcenniejsza rzecz jaką macie.. i nie pozwólcie, żeby ktoś zniszczył to pojęcie w waszych oczach. :))
Dawno nic nie publikowałam, przepraszam, mało czasu ;)
Wiecie okres dojrzewania jest tak dziwny, że w tym czasie może zdarzyć się wszystko. Myśleliście kiedyś o tym jakby życie wyglądało, gdybyście byli 'bi' lub 'homo' ??
Ja ostatnio się zastanawiałam nad tym jaka miłość homoseksualna jest silna. Potrafią przetrwać wszystko. W sumie to jak sobie myślę o osobach pojawiających się w moim życiu, to nie żałuję.. niczego nie żałuję. Każdy z nich wniósł coś do mojego życia. Z resztą nie żałuję żadnej znajomości, bo jak to mówią każdy nas czegoś uczy ;)) Cieszmy się każdą chwilą, bo przecież wiecznie nie będziemy żyć ^.^ Poznawajmy nowych ludzi, bo to może ktoś poznany przypadkiem, będzie tą jedyną osobą i będzie już na zawsze.. Może to właśnie ta osoba sprawi, że będziemy najszczęśliwszymi osobami na świecie.. Co rozumiecie poprzez 'zaufanie'? Ja to rozumiem tak: poznajemy kogoś, zbliżamy się do tej osoby, stajemy się jednością .. i co? i powierzamy jej nasze zaufanie.. a co ona z nim robi? Olewa to nie zważając na nasze uczucia.. Taka jest niestety prawda. Ale dziś nie chcę wam mówić o smutku ;) Dziś zachęcam was do poznawania jak największej liczby osób.. Tylko nie ufajcie za szybko ;)) Pamiętajcie zaufanie to najcenniejsza rzecz jaką macie.. i nie pozwólcie, żeby ktoś zniszczył to pojęcie w waszych oczach. :))
wtorek, 16 czerwca 2015
Krzyk..
Witam!
Jak samopoczucie Aniołki? <3
Powiedzcie mi jak się trzymacie.
Ile czasu się gniewacie? Ile czasu wam zajmuje kiedy rozsypujecie się od środka? Zajmuje to chwilę, kilka sekund, minut, godzin... Trwa to bardzo krótko w porównaniu do czasu kiedy się uśmiechamy. No właśnie, ale przecież my przez cały czas żyjemy w rozsypce, cały czas rozrywa nas od środka.. to dlaczego uczucie smutku uzewnętrzniamy tylko na chwilę, poprzez łzy? Ludzie wtedy myślą, że to na pokaz, a my naprawdę ledwo trzymamy się na tym świecie.. Też baliście się powiedzieć co czujecie, bo uznaliby, że to oznaka dojrzewania? Ten świat jest niesprawiedliwy... To wszystko jest chore.. Dławisz się łzami .. z nadzieją, że nikt nie zobaczy, nie usłyszy, a tak naprawdę krzyczysz od środka... a wołania o pomoc nikt nie słyszy.. Może krzyczysz za cicho? Chodź podejrzewam, że nie masz siły krzyczeć głośniej..
Jak samopoczucie Aniołki? <3
Powiedzcie mi jak się trzymacie.
Ile czasu się gniewacie? Ile czasu wam zajmuje kiedy rozsypujecie się od środka? Zajmuje to chwilę, kilka sekund, minut, godzin... Trwa to bardzo krótko w porównaniu do czasu kiedy się uśmiechamy. No właśnie, ale przecież my przez cały czas żyjemy w rozsypce, cały czas rozrywa nas od środka.. to dlaczego uczucie smutku uzewnętrzniamy tylko na chwilę, poprzez łzy? Ludzie wtedy myślą, że to na pokaz, a my naprawdę ledwo trzymamy się na tym świecie.. Też baliście się powiedzieć co czujecie, bo uznaliby, że to oznaka dojrzewania? Ten świat jest niesprawiedliwy... To wszystko jest chore.. Dławisz się łzami .. z nadzieją, że nikt nie zobaczy, nie usłyszy, a tak naprawdę krzyczysz od środka... a wołania o pomoc nikt nie słyszy.. Może krzyczysz za cicho? Chodź podejrzewam, że nie masz siły krzyczeć głośniej..
poniedziałek, 25 maja 2015
Po za światem...
Macie tak czasem, że nie rozumiecie co się wokół dzieje? Jak ten świat funkcjonuje? Nie dziwi was, że nikt nie zauważa, że kilka osób wyłamało się z tego świata? Żyją po za rzeczywistością. Nie wiem już, jak myśleć mam... Nikt nie słyszy, a ja z głębi siebie wołam.. ,,Każdy oddech boli wciąż, ściska gardło, boję się.. " Chciałabym zamknąć oczy i ujrzeć tą ciemność. Jestem tą osobą żyjącą po za światem. Żyjącą po za realizmem.. Ale dlaczego nikt tego nie dostrzega? Wychodzi na to, że nie chcą zauważyć. Wiecie, że moja maska dzienna powoli się niszczy? Schodzi z niej kolor, uśmiech się przeciera, a oczy się rozpływają. A jak trzyma się wasza maska? Słyszycie pewnie czasem, że kłamstwo prędzej czy później wychodzi. A zauważyliście, że "okey"- tego kłamstwa jeszcze nikt nie odkrył? Pomyśl i przyznaj się przed sobą ile razy chciałaś/łeś skoczyć z mostu, podciąć sobie żyły, połknąć jakieś prochy, powiesić się, zabić się... Ile razy żałowałaś/łeś, że żyjesz? Też już powoli tracicie siły? Też już nie dajecie rady? Powie mi ktoś jak mam żyć żeby było dobrze? Proszę zabij mnie fizycznie, bo psychicznie już dawno umarłam..
niedziela, 17 maja 2015
Od jednej się zaczęło
Problem... jeden... drugi .... trzeci .... jak sobie radzić? Przecież nic nie pomaga? POMOCY!! Tłumić w sobie ten żal, smutek, tęsknotę, cierpienie... Dlaczego tak jest, że, gdy ktoś potrzebuje potrzebuje pomocy zawsze ją otrzyma z naszej strony... ale to już nie działa w drugą stronę.. zrozumiałam, że w tym świecie nikogo nie obchodzą moje problemy... zostałam sama... Umiesz liczyć? Licz na siebie.!! Oddałam całe moje serce ♥ a wróciło do mnie w kawałkach.. Dlaczego? Najwyraźniej ludzie nie potrafili uszanować, że druga osoba też ma uczucia.. Mówisz że jest dobrze.Rozmawiasz, trzymasz się.. "Jakoś".Wmawiasz sobie że jest w porządku.Czujesz się tak jakby było, ale czy na pewno tak jest? Wystarczy jedna sekunda. Jedno małe wspomnienie by wewnątrz posypać się na kawałki. Raz, drugi, trzeci, dziesiąty, aż kiedyś będą tak małe, że już się nigdy nie poskładają. Przychodzi moment, że wszystkie złe chwile się przypominają. Wszystkie błędy, porażki, łzy..
Wszystko co Cię niszczy. Przychodzi i nie chce odejść, a Ty masz dość. Ostre narzędzie ... jedna kreska ... druga .. sądzisz, że na tym skończysz? Niee, to nie takie proste.. Uzależniłeś się? To normalne.. Jedyna ucieczka od problemów.. A dlaczego tak naprawdę to robimy? To proste chcemy chodź na chwilę ból psychiczny na ból fizyczny.. Upadamy, a gdy chcemy wstać nie ma kogoś kto wyciągnąłby rękę w naszą stronę...
sobota, 16 maja 2015
Dlaczego???
Dlaczego tak się dzieje, że czasem już po prostu nie dajemy rady? Dlaczego kiedyś w końcu się poddajemy? Dlaczego? Myślami błądzę i odpowiedzi szukam.. Czy przyjaźń jest najważniejszą wartością w życiu człowieka? Wydaje mi się, że tak.. Tylko dlaczego są ludzie, którzy nie znają definicji słowa "przyjaźń"? Dlaczego zawsze znajdzie się ktoś kto wbije nam ten nóż w plecy? Echh.. Pocuż nam uczucia? Czy nie możemy być prostymi duszami bez uczuć? Tak by było chyba w życiu łatwiej, nie sądzicie? A co jeśli mamy przyjaciela od maluśkiego, idealna przyjaźń, bez kłótni, bez sporów.. coś pójdzie nie tak i w jednej chwili sypie się nasz cały świat.. Wyobrażacie sobie, że jest ktoś od x lat i nagle go nie ma.. Wyobrażacie sobie dalsze życie? Dalszą przyszłość? Co będzie dalej? Ja jakoś nie mogę sobie tego wszystkiego poukładać.. Nie da się przecież zapomnieć tylu lat w jeden dzień. Mówisz czas leczy rany tak? Może i leczy, ale blizny zostają na zawsze i co potem? Co dalej? Dlaczego wszystko w życiu przemija? Dlaczego nie możemy zachować czegoś na zawsze? Czemu życie jest takie okrutne i zawsze podłoży nam jakieś kłody pod nogi? Jak mamy żyć, żeby chodź raz było dobrze? Chyba nie ma przepisu na życie.. Ale dlaczego nikt nie zauważa naszych potrzeb i problemów.. Przychodzą tylko wtedy kiedy oni coś potrzebują.. a my? My już się nie liczymy, jesteśmy prostymi stworzeniami, my nie potrzebujemy przecież miłości, ciepła i bliskości.. Czy tak naprawdę uważacie? Każdy ma w sobie barierę zwaną "do momentu". A co jeśli się ją przekroczy? My ci delikatni jesteśmy najczęściej samotni? Dlaczego? To jest naszą domeną, wolimy trzymać się osobno, bo ludzie w "stadach" są słabi i boją się, że przegrają z nami. Też jesteście stabilni emocjonalnie jak szklanka wody trzymana przez staruszka z parkinsonem, tańczącego lambadę? Jak często przemywacie oczy łzami? U mnie zdarza się to aż za często. Dlaczego zawsze uciekamy się z problemami do łez? Dlaczego zawsze płaczemy cichutko, żeby nikt nie usłyszał? Dlaczego, gdy potrzebujemy pomocy, po prostu o nią nie poprosimy? Dlaczego tak komplikujemy sobie życie? Dlaczego wprost nie powiemy tego co chcielibyśmy wykrzyczeć całemu światu? Może dlatego, że nikogo to nie interesuje. Może dlatego, że boimy się, że nie zrozumieją nas choćby w najmniejszym stopniu...
Subskrybuj:
Komentarze
(
Atom
)











